Numerek niepytany
A
A
C

„20-stka” zdobywa Półwysep Helski

Piasek, ochronne ubrania, woda, helikoptery, okręty podwodne,  sprzęt opancerzony. Tak wyglądała codzienność Koła Turystycznego „20-stka” podczas rozpoczętej 2.06.2016r. wyprawy do Trójmiasta i na Półwysep Helski. Przy zapisach na wyjazd obiecano nam, że wyprawa będzie udana i zwyciężymy. Ale chyba nikt nie przypuszczał, że będzie aż tak. Znaki na niebie i ziemi pojawiły się później. Jak zatem wyglądała operacja „Anakonda”? Ale Po kolei…

DZIENNIK PIECHURA – DZIEŃ 1 i 2

Oczywiście w Bielsku-Białej, gdzie rozpoczynaliśmy naszą przygodę, atmosferę ekscytacji wyjazdem studziła kurtyna deszczu i tym razem nie wiało od gór J). A było nas 20 (kolejny przypadek?) i ich dwie.

Jazda pociągiem była dużym wyzwaniem. Przetrwać w tak doborowym towarzystwie 12 godzin nie śpiąc, to jest sztuka. Świetny humor nas nie opuszczał, tradycyjne nocne Polaków rozmowy były burzliwe, wymiana poglądów bardzo konstruktywna, a sen nie nadchodził. Po bezpiecznym dotarciu do Gdańska, szybko udaliśmy się do schroniska młodzieżowego, zostawiliśmy plecaki i powędrowaliśmy zwiedzać miasto. Udaliśmy się pod budynek poczty polskiej, którego bronili pocztowcy w 1939 roku. Następnie przyszła kolej                 na Długi Targ, Żuraw, przejście przez „Zieloną Bramę”,  pokłon Neptunowi oraz zwiedzanie Bazyliki Mariackiej. Oczywiście musieliśmy być na wieży (do przejścia ponad 400 schodów), aby zobaczyć piękną panoramę całego Gdańska.

Po krótkiej przerwie już wsiadaliśmy do  tramwaju wodnego, którym płynęliśmy na   Westerplatte, podziwiając po drodze stocznię, remontowane statki,  jachty i wielkie kontenerowce. To było tylko wstępne zapoznanie się z marynarką – prawdziwa przygoda rozpoczęła się kilka dni później…

Po powrocie do miasta udaliśmy się na wyczekiwany przez wszystkich obiadek, którym rozpoczęliśmy „tydzień Afrykański”. Kolejny punkt zwiedzaniowy to historyczna Brama Stoczni Gdańskiej oraz  sala BHP. Tego wieczoru czekał nas jeszcze  „nocny” spacer po Starówce, kiedy to mogliśmy poczuć atmosferę tego niezwykłego miasta.

Made by Klaudia i Krystian

 

DZIENNIK PIECHURA – DZIEŃ 3

Sobota 4.06.2016 to Gdynia i Sopot. Ale wcześniej zwiedzaliśmy Muzeum Bursztynu w Gdańsku podziwiając eksponaty wykonane z tego szlachetnego materiału. Gdynia zadziwiła nas galą żaglowców przy Skwerze Kościuszki, możliwością przeniesienia się w czasie  w Muzeum Marynarki Wojennej i podczas oglądania ORP Błyskawicy. Tu zaczęliśmy się wdrażać do musztry i dyscypliny wojskowej. Przydało się nam!

Przed Akwarium gdyńskim trafiliśmy na wystawę eksponatów rodem z PRL-u : jawy, suki, maluchy, iskry, składaki, panie w kapeluszach, panowie w tużurkach a my w… klapkach,   które były jak znalazł na plaży w Sopocie. Otoczyły nas łabędzie przywołane przez Jacka, a z tego kręgu wyrwała nas tylko perspektywa Monciaka z goframi i lodami.

To też był dobry dzień.

Made by AEKB

DZIENNIK PIECHURA – DZIEŃ 4

W niedzielę 5.06.2016 wstaliśmy skoro świt  na mszę, potem szybkie śniadanko i spakowani  udaliśmy się na dworzec kolejowy skąd pociągiem przejechaliśmy do Helu. W Helkampie, który przywitał nas po raz kolejny domkami holenderskimi i budką wartowniczą obok wejścia, zostawiliśmy plecaki i poszliśmy do fokarium na show karmienia fok, a następnie zwiedzaliśmy bunkry i umocnienia z 39 roku.  Największą atrakcją dla chłopaków było wejście na pozostałości  wieży radiotelekomunikacyjnej oraz  ruiny po stanowiskach artylerii, która broniła polskiego wybrzeża podczas kampanii wrześniowej. Dalej czekał na nas Cypel. Tu po raz pierwszy zderzyliśmy się z rzeczywistością operacji wojskowej. Oglądaliśmy konwój okrętów – to robiło wrażenie. Ale to nie był koniec. Chwilę później wynurzył się przed nami okręt podwodny z jego kioskiem (bynajmniej nie Ruchu). Zaprawieni i zmotywowani tym pokazem szykowaliśmy się do naszej jutrzejszej pieszej akcji.

Wieczorną atrakcją było ognisko z kiełbaskami w klimatach afrykańskich. Później wszyscy poszliśmy grzecznie spać, i tak skończył się trzeci dzień wyprawy.

Made by Kubuś i Michał

DZIENNIK PIECHURA – DZIEŃ 5

W kolejny słoneczny dzień naszej wędrówki (6.06.2016) udaliśmy się z Helu do Jastarni. Był to dzień burzy i naporu, w którym rozpoczęliśmy marsz plażą z plecakami. Tym razem wiatr nam sprzyjał i nie wiał w twarz 🙂 a rześka woda Bałtyku chłodziła nasze stopy. Oczywiście robiliśmy sobie przerwy aby coś zjeść i odpocząć. Na ciepłym piasku. W pozycji horyzontalnej. A potem znów szliśmy. Nieustannie obserwowani byliśmy z góry przez dowództwo. Patrol wojskowych śmigłowców nie spuszczał z nas wzroku, a z wody szpiegowani byliśmy przez kolejny konwój. W końcu na plażę wjechał brytyjski opancerzony transporter (na numerach bielskich z polskimi żołnierzami). Leżąc za wydmowym okopem podziwialiśmy jego grację i zwrotność, gdy śmignął obok nas.

To był ciężki dzień naszej operacji. Po dotarciu do Jastarni nadszedł czas na obiad, po którym udaliśmy się do naszego pensjonatu. Ten nocleg najbardziej się nam podobał i chyba dlatego wszyscy się wyspali.

Made by Klaudia i Jacek

 

DZIENNIK PIECHURA – DZIEŃ 6

Wtorek 7.06.2016 przywitał nas luksusowymi warunkami o poranku (zaraz padło prorocze, wojskowe hasło „nie przyzwyczajajcie się”). Po szybkim śniadaniu i zdaniu pokoi, kolejni Kółkowicze zaprezentowali przygotowane informacje o celu dnia dzisiejszego, jakim była miejscowość o wdzięcznej i znanej nazwie CHAŁUPY. Nie obyło się bez piosenki p. Wodeckiego, z którą w sercach szturmowaliśmy pieszo plażę po raz kolejny. I tym razem morze nas nie zawiodło. Operacja musiała trwać. Na wodzie znów pojawiły się okręty, na piasku bynajmniej nie przyodziani plażowicze. W samych Chałupach jedyna sensowna restauracja, a wieczorem … przenieśliśmy się w czasy głębokiego Gierka. Nic to.

Czekało  nas jeszcze wspaniałe widowisko w postaci  zachodu słońca (jakoś tak długo zachodziło tego dnia, bo zdążyliśmy zagrać w ziemniaka, zbudować zamek i pochodzić po…palach).

Made by Kuba Ch. i Seba K.

DZIENNIK PIECHURA – DZIEŃ OSTATNI – 7

A następny dzień (środa 8.06.2016) niektórzy z nas rozpoczęli bladym świtem w dosłownym tego słowa znaczeniu. W śpiworach na plaży oczekiwali tym razem na wschód słońca. I dziwne, ale tego dnia pięknie wzeszło tylko dla nich, bo na plaży nie było żywego ducha prócz naszych. Po krótkiej drzemce, już  w pełnym składzie, przeszliśmy (jasne, że pieszo i plażą) do Władysławowa. Niektórzy tak pokochali bosonogie wędrówki piachem, że zatrzymali się dopiero w porcie (a nie „ przy murku”). Cóż tradycję należy podtrzymywać w narodzieJ). Kolejnym celem było Rozewie z latarnią, gdzie ujawniły się marzenia części męskiej grupy (zostanę Latarnikiem). Tu też podziwialiśmy śmigłowce (te zaprzyjaźnione?) i doczekaliśmy się pełnego info od pasjonatów z „20-stki” o  ćwiczeniach „Anakonda 2016”, czyli manewrach wojskowych organizowanych na terenie Polski co dwa lata, w których uczestniczą oddziały krajów należących do NATO.

Tego popołudnia czekał nas jeszcze obiad („Dobry kebab piecze dwa razy!”) i nocna podróż pociągiem na południe. Pojawiły się majaki – „pójdę boso”, plany następnych wypraw i sny o potędze.

W tym roku „20-stka” po raz pierwszy uczestniczyła w operacji „Anakonda”. Zostaliśmy przećwiczeni i wyszkoleni. Staliśmy się odporni na piasek, wodę i złą pogodę. To dla nas Jacek sypnie nagrodami-orderami  : Dobrego Humoru oraz Zdobycia Półwyspu HelskiegoJ), które będą idealną motywacją, by wędrować dalej…

Made by Kuba Ch. i Seba K.

Całość edited by ADHB