A
A

„20-stka” w Łodzi

„20-stka” w Łodzi

„Tak, ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic. (…) To razem właśnie mamy tyle,(…)  żeby założyć wielką fabrykę”.

Jak to było możliwe?

Dzień 1: 17 listopada 2017

Pogoda w tym dniu, czyli w dniu wyjazdu Koła Turystycznego „20-stka”do Łodzi, była jedną wielką niewiadomą. Natomiast wiadome było, że cała grupa spędzi aktywnie czas, nawiąże nowe znajomości, pozna historię miasta oraz poszuka odpowiedzi na postawione wcześniej pytanie.

Wycieczkę rozpoczęliśmy w piątek na stacji PKP w Kętach, gdzie zarządzona była zbiórka. Stąd w mgnieniu oka znaleźliśmy się w Bielsku, gdzie wszyscy ustawili się w kółko(!) i opowiedzieli o sobie w kilku zdaniach. Po zapoznaniu się, wymianie koszulek, uściskach i ukłonach, oraz krótkim czasie oczekiwania, wsiedliśmy w pociąg – kierunek Częstochowa. Podróż minęła szybko, w bardzo miłej atmosferze – jedni grali w karty, inni prowadzili rozmowy na wszelakie tematy, a jeszcze inni odpoczywali śniąc o swojej potędze (fabryce?). W Częstochowie przywitał nas lodowaty wiatr. Na szczęście pociąg, który miał nas zabrać do celu naszej wyprawy, czyli Łodzi, stał już na peronie. Wsiedliśmy niemal natychmiast, aby się ogrzać i pozostawić za sobą nieprzyjemną aurę panującą na zewnątrz.

Około godziny 20-tej nasza trasa pociągiem zakończyła się na trzypoziomowym, nowoczesnym, a przede wszystkim, efektownym dworcu – Łódź Fabryczna (wybudowanym w 1865 roku, a wyremontowanym w latach 2011-2017). Nastąpiło zbiorowe wow. Z dworca udaliśmy się pieszo na ulicę Piotrkowską, gdzie mieliśmy okazję odetchnąć atmosferą miejskiego deptaku i przysiąść na ławeczce a to Tuwima, a to Reymonta, tudzież  innych słynnych łodzian.

Dzień 2:    18 listopada 2017

Po śniadaniu zebraliśmy się w holu schroniska, gdzie czekając na przewodnika, jeden z uczestników przybliżył nam dzieje Łodzi. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od poznania kariery Reymonta  (nie tylko tej pisarskiej). Następnie udaliśmy się tramwajem przed bramy Księżego Młyna. Przewodnik przedstawił nam historię tego miejsca. I tu pierwsza odpowiedź – można mieć wiedzę, liczyć się z innymi, dobrze inwestować , a wtedy jest szansa, że nasza fabryka powstanie i przetrwa. Kolejnym krokiem był przemarsz przez osiedle famuł (łódzkich domów familijnych) zachowanych z pełną infrastrukturą, wybudowanych dla pracowników fabryki, park oraz okolice Fabryki Geyera, którą wybudowano w całości z białych cegieł.

Kolejnym punktem zwiedzania były również kamienice położone przy ulicy Piotrkowskiej, w stylach pochodzących z różnych epok, opowieść o Szkole Filmowej, Tuwimie, Janie Karskim, A. Rubinsteinie.

Następnie udaliśmy się w pobliże Manufaktury Łódzkiej mieszczącej się w kompleksie fabryki Izraela Poznańskiego – jednego z pionierów łódzkiego przemysłu włókienniczego. I znów wiedza, umiejętności, doświadczenie i… efekt widoczny do dziś. Budynki przędzalni, tkalni czy farbiarni zachowały swoją naturalną formę, czyli – starą, czerwoną, nieotynkowaną cegłę. Oczywiście  odwiedziliśmy też Muzeum Miasta Łodzi, mieszczące się w pałacu Izraela Poznańskiego.

Niestety był to już ostatni punkt programu zwiedzania miasta. Trzeba było wrócić do schroniska po bagaże i szybciutko udać się na dworzec. Podróż powrotna przebiegła bezproblemowo.

Wracaliśmy zmęczeni i zadowoleni, dyskutując o tych, którzy nie mieli nic, a jednak  zbudowali fabrykę. I to nie jedną.

Kuba

Kategoria: Aktualności, Kółko turystyczne 20-stka Data opublikowania: 22 listopada 2017 19:30